O autorze
Mogłam zostać siatkarką. Mogłam przyłożyć się do kariery sędziego siatkarskiego. Zamiast tego wybrałam marketing sportowy.
Dlaczego? Bo to dziedzina bardzo przyszłościowa.
Dlaczego? Bo ogromy potencjał sportu spowodował zainteresowanie tą dziedziną marketingowców, którzy dostrzegli, że za jego pośrednictwem można skutecznie komunikować się z otoczeniem. Ale również rozwój sportu jako gałęzi gospodarki zmusił organizacje sportowe do korzystania z osiągnięć marketingu.
Na moim blogu możecie znaleźć omówienie różnych zagadnień teoretycznych i praktycznych marketingu sportowego, opis moich doświadczeń i obserwacji.
Zatem - zapraszam do lektury tu i na marketing-i-sport.blogspot.com.

Debiut Narodowego organizatorskim okiem

Od prawie 4 lat współorganizuję mecze siatkarskiej ekstraklasy w Warszawie i mam już pewne zboczenie zawodowe - często, gdy uczestniczę w widowisku sportowym, szczególnie uważnie przyglądam się organizacji. Nie inaczej było w wypadku pierwszego meczu na Stadionie Narodowym. Moje wnioski?

1. Nie taki dojazd straszny jak go malują

Ale na stadion zmierzałam od strony Pragi, więc wycieczka z Centrum mnie ominęła. Z tego jednak co dało się zasłyszeć, kibice byli względnie zadowoleni. Zdaje się, że gorzej było z powrotem – ja musiałam zafundować sobie spacer Zieleniecką, która została zamknięta dla ruchu. W stronę Centrum spiker zasugerował przeprawę mostem...też piechotą. Czyli dbamy o kondycję kibiców.

2. Wbrew zapowiedziom i zakazom na stadion chyba można było wnieść wszystko
W okolicach stadionu pojawiłam się po 19. Bez problemu dostałam się w okolice bramek (w sumie ciekawe jak wszystko wyglądało później, bo na godzinę przed meczem tłumów na trybunach nie było), gdzie do wejścia zapraszali ochroniarze. Sprawdzono mój bilet i zgodność danych z dowodem osobistym (kod sczytywany był dopiero w bramce przy wejściu na trybuny), a ponieważ robił to pan, do kontroli odesłał mnie do pani. Pani ta nie wydawała się szczególnie zainteresowana moją osobą i dopiero po ok 20 sekundach zapytała mnie, czy już byłam sprawdzona. Mogłam powiedzieć „tak”, odwrócić się na pięcie i wejść na stadion z racami, ale dałam się skontrolować. Nie miałam torebki, za to trochę wypchane kieszenie, ale ponownie – pani nie zainteresowała ich zawartość. Druga okazja do przemycenia czegoś niedozwolonego. No ale – nic takiego ze sobą nie miałam. Za to mieli inni – bo na trybunach dało się słyszeć wuwuzele, widać było ludzi z plecakami i dużymi torbami. Ok – widocznie zastosowano zasadę ograniczonego, ale jednak, zaufania.


3. Kibiców trzeba uczyć kultury

To przynajmniej opinia organizatorów. 10 minut bowiem poświęcił spiker na informowanie kibiców, że wybiegających na rozgrzewkę Portugalczyków należy powitać brawami, by okazać im szacunek (w kontekście całej wypowiedzi spikera brzmiało to trochę tak, jakbyśmy mieli być im wdzięczni, że w ogóle przyjechali), a w czasie hymnu rywala nie gwiżdżemy, a „delikatnie klaszczemy”. Hmm.. wydawało mi się, to to „oczywista oczywistość”, ale może trzeba było przypomnieć.

4. Doping?
Tu powielę opinie, które można znaleźć na wielu portalach – było po prostu NUDNO. I niemrawo. Co jakiś czas aktywizowała się któraś ze stron stadionu, poszły trzy meksykańskie fale, przy faulach było trochę gwizdania. Spiker do dopingu nie zachęcał; w zasadzie nie mówił nic przez cały mecz (nie licząc informacji o zmianach i jednej żółtej kartce). Ale tu mam chyba trochę skrzywienia siatkarskiego – bowiem przy meczach siatkówki spiker bardzo mocno angażuje kibiców, zachęca do dopingu, intonuje okrzyki. Ale cóż.. gdyby były emocje na boisku, byłyby i emocje na trybunach.

5. Bandy i banery reklamowe

No chyba troszkę jakby za małe, za cienkie. Siedziałam w miarę nisko, ale z góry pewnie słabo było je widać. W telewizji też za dobrze to nie wyglądało. W zasadzie chyba w ogóle nie wyglądało, bo prawie nic nie można było odczytać.

6. Potrzeby fizjologiczne
Łazienki – duży plus! Czyste (jeszcze), dużo kabin, dużo umywalek, w przerwie żadnej kolejki (w damskiej toalecie!).
Jedzenie – ceny niezachęcające. Ale jak ktoś wydał 60-180 zł na bilet to może jest w stanie się skusić na 0,5l Coli za 7 zł, zapiekankę za 10 zł, czy małe frytki za 6 zł. Ale jak przyjdzie rodzina z dwójką dzieci, to cena przekąsek i napojów dla wszystkich może portfel zaboleć.
Krzesełka – wygodne, dodatkowo fajne wrażenie przy fali meksykańskiej, gdy ludzie wstają, robi dźwięk ich składania.

7. Stewardzi
No nie wszyscy zorientowani, nie wszyscy zdecydowani i nie wszyscy z siłą przebicia (bo z kibicami czasem trzeba twardo).


Podsumowując – stadion na plus, impreza na minus. Jeśli tak by miały wyglądać kolejne mecze – szkoda mi na nie czasu i pieniędzy.

Ale za to jak pięknie pachniała murawa. Powiew wiosny. ;)
Trwa ładowanie komentarzy...