O autorze
Mogłam zostać siatkarką. Mogłam przyłożyć się do kariery sędziego siatkarskiego. Zamiast tego wybrałam marketing sportowy.
Dlaczego? Bo to dziedzina bardzo przyszłościowa.
Dlaczego? Bo ogromy potencjał sportu spowodował zainteresowanie tą dziedziną marketingowców, którzy dostrzegli, że za jego pośrednictwem można skutecznie komunikować się z otoczeniem. Ale również rozwój sportu jako gałęzi gospodarki zmusił organizacje sportowe do korzystania z osiągnięć marketingu.
Na moim blogu możecie znaleźć omówienie różnych zagadnień teoretycznych i praktycznych marketingu sportowego, opis moich doświadczeń i obserwacji.
Zatem - zapraszam do lektury tu i na marketing-i-sport.blogspot.com.

Polski finał po warszawsku

Oprawa meczu finałowego 2012 CEV Volleyball Challenge Cup - Men, 27.03.2012, AZS Politechnika Warszawska - Tytan AZS Częstochowa
Oprawa meczu finałowego 2012 CEV Volleyball Challenge Cup - Men, 27.03.2012, AZS Politechnika Warszawska - Tytan AZS Częstochowa sportsphotos.eu
27 marca 2012, historyczny dzień dla polskiej siatkówki - w finale Challenge Cup spotykają się dwa polskie zespoły - AZS Politechnika Warszawska i Tytan AZS Częstochowa. Pada pytanie - czemu w Warszawie to spotkanie odbędzie się w Arenie Ursynów, hali mogącej pomieścić zaledwie 2300 osób? Oto dlaczego.

1. Najważniejsza jest transmisja
CEV datę pierwszego meczu finałowego wyznaczył na 27 lub 28 marca. Polsat czas antenowy dla siatkówki miał 27 marca o godzinie 20:30. Torwar dostępny był w dniach 27 i 28 marca, Arena Ursynów 26 i 27 marca. A że dzień przed meczem hala musi być gotowa na "tip top" decyzja mogła być tylko jedna - gramy na Ursynowie. Najważniejsza bowiem jest transmisja i zasięg jaki generuje. A to czy mecz obejrzy na żywo 2300 czy 5000 pozostaje sprawą drugorzędną. Niestety.

2. Mierzmy siły na zamiary
Co tu dużo mówić - znacznie lepiej wygląda wypełniona kibicami Arena niż w połowie pusty Torwar. Trzy pierwsze spotkania w ramach Challenge Cup siatkarze rozegrali na Torwarze, gdzie najpierw zmierzyli się z białoruskim Metallurgiem Zhlobin, potem chorwacką Mladost Marina Kastela i rosyjskim Dinamem Krasnodar. Żadne z tych spotkań nie przyciągnęło do hali nawet 3000 widzów. Dlatego na spotkania z ukraińskim Lokomotivem Charków i rumuńskim Tomisem Constanta jako halę zgłoszono Arenę Ursynów.
Dlaczego międzynarodowe rozgrywki siatkarskie nie przyciągają nawet 5000 kibiców w mieście, które ma ok. 2 milionów mieszkańców? Odpowiedź jest zatrważająco prosta - bo promocja kosztuje, więc klub o ograniczonym budżecie nie ma szans przebić się w tak dużym mieście. I ludzie po prostu o meczach nie wiedzą (tu polecam tekst z naTemat.pl). A nawet jeśli wiedzą - niekoniecznie przyjdą. Bo są jeszcze kina, są kluby, są puby i piwo ze znajomymi no i wreszcie - są galerie handlowe. Dużo rzeczy można robić w wolnym czasie w Warszawie. A i sport nie jest jakoś szczególnie przez miasto promowany, więc można zaryzykować stwierdzenie, że warszawiacy kibicowania i znajdowania rozrywki podczas widowisk sportowych po prostu nie są nauczeni.

3. "W Arenie czujemy się jak w domu"
Nie bez znaczenia jest też głos zespołu. Na co dzień siatkarze trenują właśnie w Arenie, tu więc chcieliby rozgrywać mecze. Ponieważ ursynowska hala jest obiektem znacznie mniejszym niż Torwar, trybuny znajdują się bliżej boiska i zawodnicy czują na plecach oddech kibiców. "To dodatkowo mobilizuje" - mówią. Atmosfera w Arenie zawsze jest fantastyczna, kibice dopisują, oprawy meczów zaaranżowane przez Klub Kibica robią wrażenie. Żałować można jedynie tego, że trybuny są tylko z jednej strony (dlatego na większe mecze dostawiane są dodatkowe trybuny, wtedy obiekt fajnie się "zamyka").

Arena Ursynów czy Torwar - liczy się zwycięstwo. Wczoraj się nie udało, ale mecz był niezwykle zacięty i pasjonujący. I absolutnie godny meczu finałowego. A już w sobotę 31 marca rewanż w Częstochowie. Zapraszam pod Jasną Górę lub przed telewizory - transmisja w Polsacie Sport o 14:30.
Trwa ładowanie komentarzy...